.

Mimo, że sezon grzewczy powoli już się kończy pleszewscy strażacy wciąż wyjeżdżają, by gasić pożary sadzy. Do dwóch kolejnych tego typu pożarów doszło w sobotę 18 kwietnia. Pierwszy z nich zauważono kilka minut po północy przy ulicy Marszewskiej w Pleszewie. Na miejsce udały się dwa zastępy z pleszewskiej Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej oraz jeden z Ochotniczej Straży Pożarnej w Pleszewie. Strażacy dostali się do wylotu komina i ugasili palącą się sadzę. Jednocześnie wygaszono znajdujący się w piwnicy kocioł centralnego ogrzewania. Na zakończenie działań komin sprawdzono kamerą termowizyjną, natomiast detektorem wielogazowym sprawdzono pomieszczenia budynku pod kątem obecności tlenku węgla. Kolejny pożar zgłoszono z Pieruch, kilka minut po godzinie dwudziestej drugiej. Na miejsce zdarzenia udał się zastęp gaśniczy i podnośnik hydrauliczny SH-24 z pleszewskiej Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej oraz zastęp z Ochotniczej Straży Pożarnej w Czerminie. Po rozstawieniu podnośnika strażacy dostali się do wylotu komina i ugasili palącą się sadzę. Na zakończenie działań za pomocą detektora wielogazowego sprawdzono pomieszczenia budynku. Na szczęście nie stwierdzono obecności tlenku węgla, ani innych niebezpiecznych gazów.
Mimo, że gaszenie tego typu pożarów jest dla strażaków stosunkowo proste i nie stanowi dla nich większego problemu to samo zjawisko może mieć bardzo poważne konsekwencje. Warto więc zastanowić się jakie są jego przyczyny i jak można mu zapobiec.
Na czym polega zjawisko pożaru sadzy?
O pożarze sadzy mówimy, gdy dochodzi do zapalenia się nagromadzonych wewnątrz przewodu kominowego pozostałości po pracy urządzenia grzewczego, czyli sadzy. Powstaje ona w wyniku niepełnego spalania się różnych materiałów stałych, jak np. mokrego drewna, śmieci i odpadów komunalnych, których przecież nie wolno w ten sposób utylizować.
Kiedy dochodzi do pożaru sadzy?
Bezpośrednią przyczynę tego zjawiska należy upatrywać w zaniedbaniach, których dopuszczają się właściciele lub zarządcy budynków w kwestii regularnego czyszczenia przewodów dymowych i spalinowych. Pośrednio do pożaru sadzy przyczynia się także niewłaściwa eksploatacja urządzeń grzewczych, np. wrzucanie do pieca materiałów o złożonym składzie chemicznym, jak np. śmieci. Nie powinno się ich palić nie tylko ze względów ekologicznych. Wytwarzają one wiele sadzy, która osiada na wewnętrznych ściankach komina i niewyczyszczona stanowi poważne zagrożenie dla mieszkańców domu.
Naprawdę trudno tego nie zauważyć.
Pożarowi sadzy w kominie towarzyszy bardzo głośny szum spowodowany gwałtowną reakcją spalania w przewodzie kominowym. W niektórych przypadkach z komina dobywają się płomienie ognia, strzelają z niego iskry ognia oraz gęsty, ciemny dym. Wysoka temperatura dochodząca podczas pożaru sadzy nawet do 1000°C doprowadza często do rozszczelnienia komina, co w konsekwencji może spowodować zapalenie się poddasza i pomieszczeń przylegających do przewodów dymowych. Przy uszkodzeniu komina może dojść nawet do rozprzestrzenienia się ognia na cały budynek. Pęknięty komin stwarza także niebezpieczeństwo zaczadzenia mieszkańców budynku.
Konsekwencje pożaru sadzy mogą być bardzo poważne… 
Chodzi tu bowiem o czyjeś życie, bezpieczeństwo i często gromadzony przez całe życie majątek, dlatego nie wolno lekceważyć obowiązku przeglądu i czyszczenia przewodów kominowych.
Co zrobić, gdy sadza się już zapali?
Należy niezwłocznie wezwać Straż Pożarną, dzwoniąc pod numer 998 lub 112, informując szczegółowo dyspozytora o aktualnej sytuacji. Powinniśmy także wygasić ogień w piecu lub kominku oraz zamknąć dopływ powietrza do tych urządzeń. Należy jednak podkreślić, że absolutnie nie wolno wlewać do palącego się komina wody, gdyż grozi to jego rozerwaniem!
Czy komin po takim pożarze nadaje się jeszcze do użycia?
Wszystko zależy od rodzaju komina i skali zniszczeń dokonanych przez ogień. Każdorazowo, po pożarze sadzy należy dokonać szczegółowej inspekcji komina. Odpowiednio wykwalifikowany mistrz kominiarski jest najbardziej kompetentną osobą. To on musi zdecydować, czy konkretny komin nadaje się do dalszej eksploatacji, czy też wymagane są jakieś działania naprawcze.

Zdjęcia: st. ogn. Marcin Woźniak - KP PSP Pleszew